Dobro i zło

W zakładce tej wykazuję, że Bóg i Szatan to wytwory ludzkiej personifikacji, a symbole z nimi związane to artefakty łączące nasze dusze z egregorami, stworzonymi przez ludzką populację.
    

     Od zarania dziejów człowiek próbował nazwać i zrozumieć siły, które wpływają na jego życie. To, co sprzyjało przetrwaniu, rozwojowi i budowaniu wspólnoty, uznano za dobro, a to, co niszczyło, prowadziło do cierpienia, destrukcji i rozpadu – za zło. Z czasem te abstrakcyjne pojęcia zostały uosobione w postaciach Boga i Szatana. Ten zabieg personifikacji okazał się niezwykle skuteczny psychologicznie i dlatego stał się jednym z najczęściej stosowanych mechanizmów w całej ludzkiej twórczości – od mitologii, przez literaturę, aż po sztukę i współczesne kino.
     Personifikacja polega na nadaniu pojęciom abstrakcyjnym cech ludzkich: intencji, emocji, woli i mocy. Dzięki temu to, co trudne do uchwycenia, staje się „kimś”, z kim można wejść w relację – bać się go, kochać, prosić, buntować się przeciw niemu. Tak powstały panteony bogów w starożytności, anioły i demony w religiach monoteistycznych, ale też współczesne persony dobra i zła w popkulturze. Literatura pełna jest bohaterów symbolizujących moc ducha: od Fausta, przez Makbeta, po postacie z „Władcy Pierścieni”. Sztuka od wieków przedstawia światło jako dobro, a ciemność jako zagrożenie. Człowiek myśli obrazami i postaciami – dlatego idee zamienia w bohaterów.
     W istocie jednak dobro i zło nie muszą być bytami nadprzyrodzonymi. Można je rozumieć bardzo prosto: dobro to wszystko, co służy człowiekowi, jego szczęśliwemu życiu, zdrowiu, rozwojowi psychicznemu i społecznemu; zło to wszystko, co go niszczy, poniża, uzależnia, prowadzi do przemocy i degradacji. W tym sensie dobro i zło są realne, bo ich skutki są widoczne. Nie potrzeba metafizycznego diabła, by człowiek wyrządzał krzywdę innym, ani nadprzyrodzonego Boga, by potrafił być empatyczny, życzliwy i przyjacielski. Ludzka świadomość, która gdy się budzi „rozświetla” człowieka,  wyrasta z doświadczania życia wśród innych ludzi, z biologii, psychologii i obyczajowości.
     Pojęcie grzechu można więc uznać za konstrukcję społeczną stworzoną przez religie, a religie – jak każda instytucja kulturowa – zostały stworzone przez ludzi. Grzech nie jest bowiem obiektywną kategorią fizyczną jak np. grawitacja, tylko narzędziem kontroli zachowań, poprzez wzbudzanie poczucia winy i lęku przed karą. Nie wynika z tego, że nie istnieją czyny destrukcyjne, ale to, że nie potrzebują one etykiety „grzechu”, by być szkodliwe. Wystarczy samo to, że ranią innych lub niszczą samego sprawcę.
     Co istotne, Bóg w religiach został spersonifikowany na wzór człowieka. Jest zazdrosny, mściwy, pamiętliwy, grożący karą, domagający się posłuszeństwa. Ludzie się go boją – dokładnie tak, jak boją się władzy. To projekcja ludzkich cech i struktur społecznych przeniesiona na poziom kosmiczny. Podobnie Szatan to personifikacja wszystkiego, co zakazane, buntownicze i destrukcyjne. Obie postacie są psychologicznymi figurami, które porządkują świat na zasadach: „my i oni”, „posłuszeństwo i kara”, dziel i rządź.
     Jednocześnie, mimo że postacie te są wytworem ludzkiej wyobraźni, same energie dobra i zła istnieją fizycznie i choć są niewidzialne, wywołują skutki zbiorowych postaw, emocji i działań. Tu przypomnę pojęcie egregora, czyli zbiorowej struktury energetyczno-psychicznej tworzonej przez ludzi, którzy w coś wierzą, coś czczą, czegoś się boją lub coś idealizują. Im więcej poświęcają temu uwagi, łączą z tym przez wzbudzane emocje i wykonywane rytuały, tym bardziej zasilają energetycznie dany egregor, który jako byt staje się coraz  silniejszy. Nie jest to jednak byt „z nieba”, lecz konkretny produkt zbiorowej psychiki, który zaczyna oddziaływać zwrotnie na ludzi, wzmacniając określone zachowania i nastroje, a czasami potrafi się nawet zmaterializować.
     W tym kontekście widać, że to ludzie zasilają zarówno dobre, jak i destrukcyjne struktury społeczne i mentalne. Kultura przemocy i pogardy, religijny fanatyzm, rozgrywki polityczne, wojny ideologiczne – to wszystko przykłady potężnych egregorów zasilanych strachem i nienawiścią. Z drugiej strony istnieją egregory współpracy, wolności, miłości, braterstwa, sztuki, nauki i rozwoju świadomości. One również karmią się uwagą i zaangażowaniem ludzi, ale tych bardziej świadomych, którzy tworzą „dobro” oraz korzystnie oddziałują na kolejne pokolenia, tworząc pozytywne sprzężenie zwrotne.
     Rolę łączników między człowiekiem, a tymi strukturami pełnią symbole i artefakty. Krzyż, będący historycznie narzędziem egzekucji i symbolem cierpienia, stał się centralnym znakiem religii opartej na kulcie ofiary i winy – dlatego stał się nośnikiem egregora związanego z bólem i podporządkowaniem. Instytucje religijne, monumentalne świątynie, hierarchie i dogmaty nieustannie utrwalają model posłuszeństwa i zależności, co sprzyja egregorom zniewolenia systemowego i psychicznego. Z kolei symbole światła – słońce, jasność, anioł – odwołują się do naturalnych skojarzeń ze szczęśliwym życiem, ciepłem, miłością i bezpieczeństwem, wzmacniając pozytywne stany emocjonalne, zdrowie i poczucie sensu życia.
     Nie oznacza to, że każdy symbol religijny musi działać destrukcyjnie, ani że każdy niereligijny symbol jest z definicji dobry. Kluczowe jest to, jakie emocje i postawy dany znak wzmacnia: strach czy odwagę, winę czy odpowiedzialność, bierność czy sprawczość. Ostatecznie to człowiek jest źródłem energii dla wszystkich tych struktur – to on je tworzy, podtrzymuje i może je wygaszać, zmieniając sposób myślenia i działania.
     Podsumowując: dobro i zło nie powinny być rozumiane jako byty nadprzyrodzone walczące o dusze ludzi. Są realne jako konsekwencje ludzkich decyzji i zbiorowych procesów społecznych. Personifikacja w postaci Boga i Szatana to skuteczny, ale uproszczony model, który porządkuje świat emocjonalnie, lecz jednocześnie odbiera ludziom część odpowiedzialności za własne czyny. Tymczasem to właśnie człowiek – poprzez swoje myśli, emocje, symbole i wspólne narracje – tworzy egregory, które potem albo go wzmacniają, albo niszczą. I to na nas Kochani spoczywa odpowiedzialność za to, które z nich karmimy każdego dnia.

                                                                                      opracował Tadeusz

Wszystkie prawa zastrzeżone.Strona wykonana przez Strony WWW - doneta.pl