Manipulacja

     Manipulacja to świadome lub nieświadome sterowanie myśleniem drugiego człowieka. Jest to najprostsza i najskuteczniejsza metoda łamania ludzkiej woli oraz ścieżek życiowych i jak do tej pory, niemal nikt nie jest w stanie się jej przeciwstawić. Jest prosta, przystępna i sprawia radość, gdy wplata się jej skromne możliwości w systemowe programy oraz energetyczne projektory. To jakby zapiąć własne sanie do traktora pędzącego w tę samą stronę.
     Generalnie siły ciemności oraz podporządkowani im ludzie zwodzą człowieka poprzez kuszenie i mamienie, czyli poprzez wzbudzanie w nim niewłaściwych emocji oraz przez utrzymywanie „kierunkowego” rodzaju myślenia. Jak mówi stare porzekadło: „daj dziecku nóż do ręki, a samo się pokaleczy”. Pozwól człowiekowi zatonąć w „programowym” myśleniu, a sam cię w destrukcji wyręczy. Pamiętajmy, że myśli nie są wyłącznie informacją, ale również częścią energetycznego działania, które poprzez łączenie myśli z emocjami steruje wypełnieniami ludzkiej istoty. Choć z początku człowiek zaczyna walczyć z obcymi koncepcjami i nietypowym dlań zachowaniem, ale gdy powstanie w nim wewnętrzny stan napięcia, który dodatkowo obciąża energetyczne i nerwowe obwody, człowiek w końcu pasuje i ulega modyfikującej go nowej postawie wobec świata i ludzi.
     By temu zapobiec, trzeba negatywne myśli i emocje zastąpić pozytywnymi. Trzeba przenieść punkt skupienia uwagi z przeszłości w przyszłość, czyli aktywnie zacząć żyć marzeniami i to przy podniesionym stanie wibracji (radość, kochanie). Zamiast pogrążać się w rozpaczy z powodu zaistnienia niekorzystnej sytuacji życiowej (co ucina moc, pozbawia harmonii i czyni głuchym na podpowiedzi świadomości emocjonalnej oraz duchowej), należy zatopić się w obszarze abstrakcji i nadać mu pożądane wartości energetyczne. Dobrze jest puścić wodze fantazji i bez końca rozmyślać o przyjemnych rzeczach czy też wspominać udane fragmenty ze swojego życia, czyli przeżywać wewnętrznie coś, dzięki czemu możliwe jest przywrócenie wiary w sens życia. Gdy to się uda, powoli wróci moc, a ciało egzystencjalne już samo podpowie, jak rozwiązać zaistniałe trudności bez podnoszenia krzyku.
     Z manipulacją trudno jest walczyć. Jedynym rozsądnym sposobem nieulegania jej sile jest bycie energetycznie nietykalnym, najlepiej poprzez powierzenie się Bogu. Czy jest to trudne? Nie do końca. Kto nam bowiem każe negatywnie oceniać własne wysiłki i własną przeszłość, jak i wysiłki i przeszłość innych? Czy chcemy, by to tak wyglądało? Łatwo to wytłumaczyć osobie wolnej energetycznie, której myśleniem od zewnątrz nic nie steruje, trudniej gdy siły ciemności wkraczają do akcji i sobie tylko znanymi sposobami zaczynają pociągać za sznurki myśli i emocji. To już przypomina walkę z wiatrakami. Bez zerwania mostów z niskimi wibracjami powrót do wewnętrznej harmonii nie jest możliwy, a co za tym idzie, niemożliwym jest także odzyskanie panowania nad sobą i własnym życiem. Stając się marionetką w rękach innych, zaczynamy wyrażać ich idee, jak i własnymi rękami realizować ich plany.
     Z manipulacją się nie walczy. Manipulacja jest pobocznym efektem ataku, którego źródło należy wyeliminować. Czasem wiąże się to z potrzebą zerwania relacji z osobą, jaka nami steruje, a którą najczęściej postrzegamy nie przez pryzmat zagrożenia, lecz jako osobę nam sprzyjającą. By się tego dowiedzieć, czyli z czym i z kim mamy do czynienia, wystarczy sięgnąć po skale astralne i odczytać poziom zastosowanej wobec nas manipulacji:
    0% - brak jakiejkolwiek manipulacji;
   10% - początek wpływania na nasze myślenie;
   20% - zaczęło się urabianie, ale wciąż wiemy, o co komuś chodzi;
   25% - zaczyna się. Od tej chwili trzeba być ostrożnym w swoich wyborach i wiernym własnym ideałom, jak i utartym schematom;
   30% - stanęliśmy na magicznej granicy, po przekroczeniu której nieświadomie zaczniemy ulegać iluzji;
   40% - iluzja działa i tylko czasem czujemy, że jest coś nie tak, że ktoś steruje naszym myśleniem i gada pod siebie;
   50% - druga magiczna granica, za nią jest tylko chaos i całkowita utrata kontroli nad pierwotnym planem życia. Tu zaczyna się rozpad życia i osobowości;
   60% - jest źle. Tylko osoby postronne widzą prawdę, ale nałożona na nas iluzja już nie pozwala nam tego dostrzec. By to zrozumieć, trzeba życie rozłożyć na czynniki pierwsze;
   70% - totalne zauroczenie manipulantem. Dla osób postronnych sprawiamy wrażenie człowieka wymagającego pomocy psychologa albo robota maniakalnie wierzącego w narzuconą mu wizję świata;
   80% - poziom przejęcia kontroli także nad emocjami. Agresor steruje nimi jak chce i kiedy chce. Jesteśmy jego moherowym beretem i on dobrze o tym wie;
   90% - opętanie manipulantem. Już nikt z nami się nigdy nie dogada, zresztą już od poziomu 50% wszelkie próby przywracania nas do porządku coraz wyraźniej palą na panewce;
  100% - a to już cmentarzysko nawet dla marionetek. Tu nic nie istnieje poza zdjęciem w dowodzie.

     Kim są manipulanci? Wszyscy manipulanci to zabójcy, którzy niszczą ten świat w myśli, słowie i czynie. Są zwyczajnymi bandytami, są ludzkim odsiewem, który – obrawszy innego pana za przewodnika – wystąpił przeciwko własnemu ojcu (Bogu) i Jego dzieciom. W imię nowego pana gwałcą i zabijają swoich braci, trzymają ich w więzieniach i maltretują, niewolą w myśl prawa moralnego, które sami wymyślili. Od chwili powołania szatańskich ustaw mówią ci, co masz czynić, o czym i jak myśleć, a nawet kiedy i w jaki sposób powinieneś umierać. Wyznaczą ci rytm dnia i nocy w domu, w mieście, w województwie, w państwie, a powoli – centralizując władzę – także na całym świecie. Gdziekolwiek się ruszysz, napotkasz tylko nakazy, prawa i obostrzenia, jakie nie figurują w zdrowym ludzkim rozsądku, bo wódz i kapłan powinni oznaczać wiedzę oraz wsparcie, a nie upokorzenie i wykorzystanie. Są przy tym tak zręczni, tak umiejętnie produkują programy i jednokierunkowe drogi, że przeciętny człowiek nawet się nie domyśli, że miast funkcjonować na arenie prawdziwego życia, zwyczajnie wegetuje pośród hollywoodzkich dekoracji. Ustalili nawet system kar i nagród, które sami rozdzielają. Ustalili rodzaj twoich potrzeb i powinności, samemu na swoje barki nic nie biorąc. Nakazali ci wierzyć, że są nietykalni i przez to boscy w swoim zakresie wszystkomożliwości. Wmówili ci, że twoim marzeniem jest wejście na przygotowane dla ciebie podium, takie zafunkcjonowanie, by poprzez zdobycie nowego imienia móc być wywyższonym ponad innych. By to osiągnąć, wystarczy zrobić to, o co cię poproszą, wystarczy, byś rywalizował z drugim człowiekiem, potem nim pogardzał, a na koniec odebrał mu prawo do własnego szczęścia i wolnej woli.
     W ich oczach jest to zrozumiałe i moralnie uzasadnione, bo prawo do szczęścia nie może dotyczyć ludzkiego podgatunku. Nauczą cię oddzielenia, wrogości i niewybaczania, a potem niszczenia wszystkiego co stawia opór. W końcu znienawidzisz innych za słabość, za zbyt mało okrutny instynkt społecznego przetrwania, za widzenie świata w inny sposób niż twój.
     System i zaprogramowani rodzice nie nauczyli cię dbać o ludzi, kochać ich i im pomagać, więc nie potrafiąc sobie zasłużyć na ich miłość i wdzięczność, zaczynasz ich traktować jak zwierzynę, a potem przybijać do krzyża. Pobitych i zniewolonych zamykasz w końcu w poddaństwie, usprawiedliwiając swoją postawę społecznym zapotrzebowaniem. A gdy jakakolwiek ofiara zechce ci się wyrywać z rąk, narazi się nie tylko na twój gniew, ale i na prawne restrykcje. Twoi bracia, inni właściciele niewolników, podniosą larum i zgodnie krzykną, że to tobie dzieje się krzywda, i nie dopuszczą do tego, by została ci odebrana władza nad ludzką zwierzyną.
     Obojętne, czy sytuacja dotyczy spraw rodzinnych, urzędowych, miejsca pracy czy jakiejkolwiek innej ludzkiej formacji. Wszędzie chodzi o zachowanie władzy, o umocnienie zła, o utrzymanie siły systemu, który zbrojnym i religijnym nurtem zawsze wspierał i wspierać będzie wszystkich popleczników ciemności. Udowodnią ci to w kościele, w sejmie, w zbrojnym ataku sił konfederacji, w ogniu krematoriów i w upodlaniu cię w każdej chwili twojego życia, choćbyś nawet o tym nie wiedział. To przez nich płacisz za reklamy w TV, choć masz ich dosyć i cierpliwie czekasz na dalszą część filmu, to przez nich zaszczuwasz ludzi, ani podejrzewając, że zostałeś napuszczony na tych, którzy właśnie walczą o twoje dobre imię. To przez nich korzystasz z systemu bankowego, wspierając nieświadomie rabunkową gospodarkę. Gdyby ktoś ci powiedział, że likwidacja banków może pociągnąć za sobą wzrost twoich dochodów o 40%, to pewnie byś w to nie uwierzył. Ale skąd masz o tym wiedzieć, skoro dostęp do prawdziwej wiedzy jest reglamentowany nawet wśród najwyższych prominentów? To ciebie skarmiają zatrutą żywnością i tobie odmawiają prawa do uzdrowienia. To ty masz cierpieć i walczyć z chorobą. Masz się cieszyć, że nauczono cię czytania i pisania, dzięki czemu masz możliwość zapoznania się ze swoimi obowiązkami, a nie szukać dróg do duchowego obudzenia się. Ludzkość ma gnić w społecznej nieświadomości i cierpieć w ciszy, w której nie ma boga ani szatana.
     Gdyby ta część ludzkości zebrała się na odwagę i uświadomiła sobie istnienie dobra i zła, jej serce takiego bólu by nie wytrzymało i pękłoby z rozpaczy, z rozpaczy, że jesteś ich wrogiem, ty – pozornie zdeklarowany jej sprzymierzeniec. Bo jeśli tak nie jest, to czemu ty, czytająca i pisząca istota, nie posłałeś im jeszcze kromki chleba, choć sam przepuszczasz miliony? Oni umierają z głodu, a ty – miast im pomóc – tracisz czas na niszczenie egzystencji innych ludzi i na utrzymywanie systemu, który ich właśnie likwiduje? Nie robisz tego, nie służysz systemowi? To czemu dla chwały swego imienia niszczysz imiona tych, którzy walczą z systemem na rzecz śpiących i głodnych braci?
     A czy zdarza ci się ujawniać w kościele grzechy innych i prosić ich, by je naprawili? Nie? Czyżbyś się bał odkryć ich wstydliwe tajemnice tylko dlatego, że twoje mogłyby ujrzeć światło dzienne? Do końca życia będziesz je ukrywać, by wypłynęły dopiero po śmierci? Nie jesteś przecież niedojdą, co nie potrafi sobie poradzić z grzechami. Wystarczy raz się wyspowiadać i więcej zła nie czynić, to takie proste. A może już jesteś taki dzielny i wyjątkowy, taki mocny i butny, takie żywe ucieleśnienie doskonałości, co to już przekroczyło poziom wewnętrznej czystości, że już od dawna działasz tylko na rzecz cierpiących, tyle że tak w ukryciu? Też nie? No to może są w tobie jakieś inne bezinteresowne zalety? Przecież to ty każdego zapewniasz, że wszystkich kochasz i każdemu jesteś gotów podać pomocną dłoń. Nikt inny tylko ty, żywa ikona ładu bożego i duchowej transformacji.
     Pracujesz nad uduchowieniem każdego dnia czy tylko w weekendy? Nigdy? Rozumiem, jesteś mały i zastraszony, dlatego lękasz się, że będziesz musiał publicznie udowodnić swoje słowa. Ukrywasz prawdę, by rodzina nie poniosła uszczerbku. Jakie to humanitarne. Tylko dlaczego ty, słaby, ale niby wiedzący, o co chodzi, wciąż kłamiesz i oszukujesz, dlaczego tumanisz ludzi, podporządkowując ich sobie, dlaczego ich zastraszasz i na nich krzyczysz, dlaczego widzisz ich życie własnymi oczami? Gdzie twa troska i opieka poza murami twego własnego umysłu? Gdzie twoja deklarowana miłość do ludzi w miejscu pracy? Gdzie były pikiety pod ambasadami kiedy putinowscy esesmani gwałcili Czeczenię? Gdzie byłeś, do cholery, gdy twoje dziecko z poprzedniego wcielenia krajano na organy, a ciało wyrzucano potem do rzeki, plując na nie z powodu zbyt dużego ciężaru? Że co? Że przesadzam, że się czepiam? Że tak nie powinienem? Zwracasz uwagę na moje ostre słowa, a nie na ciało zamordowanego dziecka? A kto ustalił te kulturalne zasady, bo na pewno nie ty, skoro sam klniesz każdego dnia. Skoro tyle wiesz i jesteś taki obyczajny, to może chociaż w jakiś zakamuflowany sposób bronisz dobra na matce ziemi? Pewnie jesteś jednym z tych, co się za innych modlą, prosząc Boga o zdrowie i szczęście? To pewnie ciebie widziałem na autostradzie: to ty posłałeś mi uśmiech przyjaźni, podczas gdy inni pukali się w czoło na widok mojego starego gruchota?
     Już wiem! Jesteś nowoczesnym człowiekiem, wrodzoną inteligencją, która z religijnymi gusłami nie ma nic wspólnego. Przywódcy kościelni mogą ci co najwyżej pomachać. Ciebie wspiera w pojmowaniu świata cała współczesna nauka. Twoim wywodom i domysłom niczego zarzucić nie można. Wiesz co to UFO, nawet gdzie lądowali i co jedli, co to piramidy i co pod nimi zakopano, co to alternatywne metody uzdrawiania i kto dzięki nim wyszedł z grobu, co to święta geometria i jak świat w ryzach trzymają iluminaci. Właściwie to z czystym sumieniem można cię nazwać kopalnią ezoterycznej wiedzy, takim ezoterycznym Einsteinem. A może masz nawet za sobą organizowanie kursów-cudów, kto tam cię wie. A jeśli jeszcze na ten zarobkowy pomysł nie wpadłeś, to jutro na pewno to nadrobisz, pomysł i tak będzie twój. Nasączysz ludzi pozyskaną od systemu wiedzą i poczujesz się tak radosny i wyniosły, jakbyś był zbawcą tego świata. Tylko do głowy ci nie przyjdzie, że wszystkie twoje zapewnienia, iż jesteśmy światłem i pochodzimy ze światła, są prawdą i nie trzeba za głoszenie tej nowiny brać pieniędzy, że słowne promieniowanie tą informacją niczego nie zmieni, NICZEGO. Będziesz żył swoją ezoteryczną wyjątkowością do czasu, gdy wrogie ręce zburzą ci dom, a dzieci wezmą w niewolę. Wtedy przestaniesz wierzyć w ezoteryczne farmazony, które w zetknięciu z prawdziwą mocą zła nic nie znaczą. Wtedy pozostanie ci tylko wiara w Boga osobowego i w Jego wyznawców, którzy jako jedyni będą w stanie chwycić za broń i walczyć o ciebie, obłudniku. Nie będą walczyć na słowa, jak to ty robiłeś w swoim własnym cyrku, ale na czyny. Nie będą robić pasztetu z ludzkich mózgów, jak prelegenci z ambony, każący słuchaczom zachłystywać się iluzją własnej niepotwierdzonej nigdzie wspaniałości, ale dźwigną materię i zablokują nanotechnologiczną zarazę pustoszącą twój kraj. Wtedy zmiękniesz i ze wstydem w obliczu faktów ukorzysz się. Ale ukorzysz nie w pokorze i honorowo, ale w bezwstydzie i wyrachowaniu, robiąc dobrą minę do złej gry. Bo ten, co do tej pory nie poruszył ludzkich serc i nie zmobilizował siebie i braci do walki o duchową doskonałość, ten nie ma nic wspólnego z ideą człowieka, a jest jedynie tępym jego naśladowcą, taką skorupą, która po śmierci ciała fizycznego upadnie w zapomnieniu bez względu na to, jakiego hołdu oczekuje za tkane za życia iluzje. Wielu takich przychodziło na warsztaty Hattii (Zbyszka Popko), wielu, i żaden z nich Chrystusa obudzić nie potrafił. Interesowała ich tylko zakazana wiedza, do której mieli tam dostęp niemal za darmo. Teraz w świat iluzji wciągają innych, tworząc kuligi radości i festyny samouwielbienia. Budują towarzystwa wzajemnej adoracji, w pogardzie i zapomnieniu zakopując zdjęcia tych, którzy z głodu i bezradności już odeszli. Odeszli, bo ezoteryczni nuworysze mieli czas tylko na chwalenie świata, na odczuwanie siebie i własnego zaprogramowanego szczęścia, które niewątpliwie stało się ich udziałem nie z egoizmu, tylko z powodu zasług, jakie podłożyli pod fundament nowego świata, czyli raju dla wybranych. Na spotkania z takimi ludźmi możecie się wybrać masowo. Jedno jest pewne, wspaniałymi wybrańcami świata zostaną tylko do końca swych dni.
     Oto słowo o nich, pochodzące z miasta Oriin: „Próbują błyszczeć cudzą wiedzą i doświadczeniem, nie zdając sobie sprawy z tego, ile zła czynią, wpisując cudze słowa w swój brak wiedzy i doświadczenia. Wielu robi to zręcznie na poziomie umysłu, bo na tym właśnie poziomie przebiega konwersacja z osobami szukającymi ratunku. Tworzą świat logicznej iluzji, który poza iluzją nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. W tej iluzji nie istnieje cierpienie na ziemi, ani ból, ani choroba, ani wykorzystywanie drugiego człowieka. Co najwyżej echa minionej ciemności, której wymazywaniem zajmują się inni. Dzięki temu zręcznemu zabiegowi można się podłączyć pod czarny lotos i zniknąć w śnie nieświadomego. Jednak lenistwo, wyrachowanie i obłuda, które utrzymują aktywność czarnego lotosu, są doskonale widoczne w świecie duchowym. Tu wiadomo, że w sen czarnego lotosu zapada tylko ten, kto chcąc uciec od odpowiedzialności za los świata i innych, ukrywa ten obowiązek w sieci zła, jaką pozornie zastawili nań inni. To zręczny wybieg. Jednak po śmierci twarze cierpiących przypomną im, że sami tę sieć pospołu z pająkiem tkali, dufając, że nikt się tego nie domyśli. Ale i nikt po śmierci nie będzie ich z własnego życia rozliczał. Zrobią to sami. Ujrzą wtedy w zakamarkach swego serca sceny, którymi kuli swoje oddzielenie od innych. I pójdą tam, gdzie nie ma światła nadziei na ratunek, gdyż sami je w innych zdławili swoją rzekomą niewiedzą i nieobecnością. A pójdą tam wraz z tymi, co nie nauczyli się wyciągać ku innym pomocnej dłoni, co Światła w sobie nie rozpalili. Dlatego skonają w zapomnieniu, tak jak konają w tej chwili ci, którym byliby w stanie pomóc, gdyby nie tracili czasu na szumne festyny, podkreślające ich rzekomo wspaniałą duchowość. I nikt im ręki nie poda, bo nikogo tego nie nauczyli”.

                  Tekst napisany przez Zbyszka Popko, pochodzący ze strony www.popko.pl

Wszystkie prawa zastrzeżone.Strona wykonana przez Strony WWW - doneta.pl