Jak pogodzić się z odejściem ukochanej osoby?

- Mówię ci przyjacielu... świat mi się zawalił. Nigdy nie przypuszczałem, że Monika mnie zostawi dla innego faceta. Była we mnie taka zakochana. Było nam ze sobą tak dobrze... To słowa mojego dobrego przyjaciela, od którego miesiąc temu odeszła życiowa partnerka. Przeżył tak wielki wstrząs psychiczny, że potrzebował mojej pomocy. Całe szczęście, że dał sobie pomóc...

 

Wszystko się zmienia...

Kiedy zna się partnera, ukochaną osobę od dawna, jej zmiana w stosunku do nas, jej odejście jest dla nas nie do uwierzenia. Cały czas żyliśmy w iluzji, że wszystko będzie trwać wiecznie, że to co dla nas najlepsze nigdy się nie zmieni. Ale cały wszechświat opiera się na nieustannej zmianie, którą ludzie nazywają ewolucją. Metamorfozę przechodzą nie tylko gwiazdy czy planety. Ewoluują też nasze poglądy, nasza postawa, uczucia, pragnienia, życiowe cele. W momencie gdy nasz partner się zmienia, a my cały czas stosujemy względem niego tę samą, starą logikę postępowania, musi dojść do konfliktu. Partner nie jest już w stanie nas rozumieć, bo powoli przechodzi do innego świata. A my nagle zdajemy sobie sprawę, że żyjemy pod jednym dachem z zupełnie innym człowiekiem. Wtedy zaczynamy przeżywać wstrząs psychiczny i nie wiemy co o tym wszystkim myśleć. Chwilami zastanawiamy się, czy problem dotyczy nas, czy może to nasz partner zaczyna mieć problemy.

 

Trauma życia, w którym wszystkie nasze zasady wzięły w łeb

W rozpadającym się związku, wszystko może się zdarzyć. Partner może Ci robić różne sztuczki, złośliwości, a nawet Cię uderzyć. Czy rady opisywane tu i tam mogą być przydatne? Niezliczone książki, poradniki oraz strony internetowe publikują wiele podpowiedzi, które mają pomóc rzekomo „złamanym sercom”. Nie wolno wtedy zamykać się na ludzi, izolować. Można poprosić o pomoc, poszukać grupy wsparcia. Można też wyjechać na urlop, lub odwiedzić psychoterapeutę lub psychiatrę. Ostrzegam jednak przed niektórymi specjalistami, którzy usidlają swoich klientów za pomocą ulotek o następującej (lub podobnej) treści: „Jeżeli pójdziesz ze swoim problemem do psychiatry, masz pewność, że trafiłaś w bezpieczne miejsce. Możesz rozpamiętywać przeszłość, oddawać się rozpaczy, a w tym samym czasie specjaliści obmyślą, jak przywrócić cię do świata żywych. Psychoterapia uczy akceptacji dla swoich uczuć, a jest to warunek konieczny, by znowu cieszyć się życiem (…). Amerykańskie badania wykazały, że w przypadku rozpadu związku cierpienie pojawia się za sprawą aktywacji obszarów mózgu związanych także z systemem nagradzania, motywacją, fizycznym bólem, pożądaniem i uzależnieniem. - To wyjaśnia, dlaczego skądinąd zupełnie zrównoważeni ludzie po zawodzie miłosnym zachowują się w dziwny sposób – wyjaśniają badacze. Odkrycie to ma olbrzymią wagę, ponieważ dzięki niemu wiemy, że poradzenie sobie z rozstaniem jest równie trudne co rzucenie nałogu. A gdzie najskuteczniej można pozbyć się uzależnienia? W szpitalu psychiatrycznym.”

Nie muszę chyba opisywać i ostrzegać, jak mało skuteczne oraz niebezpieczne dla ludzi są szpitale psychiatryczne. Poza tym wszelkiej maści psychoterapeuci nie potrafią odpowiedzieć sensownie na proste pytania dręczące tych, od których odeszły ukochane osoby. A są to zapytania typu: Dlaczego ona (lub on) nie chce mnie znać i nie ma dla niej (dla niego) znaczenia to, co razem przeżyliśmy? Co zostało z naszej miłości? Czy w ogóle miłość ma jeszcze sens? Dlaczego nasza przyjaźń/miłość umarła? Jeśli ukochana osoba może tak bardzo się zmienić, przekreślając wiele lat naszej wspaniałej miłości, to po co było nasze wspólne życie? Po co w ogóle żyć? Czy życie ma jakiś sens?

Jak widać przyczyną tragedii, która wywołuje depresję jest przede wszystkim to, że opuszczony partner stracił w swoim mniemaniu coś najcenniejszego – miłość, której tak bardzo potrzebował – bowiem miłość lub przyjaźni, której tak pragnął rozpadła się, podważając sens całego jego dotychczasowego życia i wszelkie nadzieje na dalsze szczęście.

 

Może Ci pomóc tylko rozwój duchowy

Jedynym sposobem, by nie wpaść w rozpacz i opętanie, jest mieć w sobie silne poczucie własnej wartości, na które składa się przerobienie czterech podstawowych modułów rozwoju duchowego: pokochania siebie, wybaczenia sobie, pokochania drugiego człowieka oraz wybaczenia drugiemu człowiekowi. Jest to niezbędne minimum, które powinniśmy zaliczyć zanim doświadczymy odejścia ukochanej osoby, bo gdy życie się posypie, o wiele trudniej jest zmotywować się do pracy nad sobą, choć dopóki żyjemy, nigdy nie jest za późno, by to zrobić.

Taki szczery i prawdziwy rozwój duchowy pozwoli Ci drogi czytelniku na dopuszczenie w swoich myślach możliwość odejścia partnera zanim takowe kiedykolwiek nastąpi. Innymi słowy, kiedy myślisz o ukochanej osobie, musisz mieć dobry, istotny powód, by sądzić, że nie stracisz poczucia sensu życia i nie przestaniesz jej prawdziwie kochać w momencie, gdy od Ciebie odejdzie.

Każdy człowiek ma swoje podejście do życia. I oczywiście nikt nie powinien nic w tej materii narzucać drugiemu. Wszystko, co mogę, to podzielić się z Tobą moim duchowym sposobem widzenia tego tematu. Może to Cię zainspiruje... Aby zapoznać się z aspektami rozwoju duchowego zapraszam do obejrzenia wideoblogów, znajdujących się na stronie www.popko.pl.

 

Duchowe podejście do życia...

Właściwe, duchowe podejście do życia polega na rezygnacji z konsumpcyjnego patrzenia na osoby, które kochamy (partnera, rodziców, współmałżonka, dzieci, przyjaciół). Innymi słowy, w przypadku każdej z osób, które kochamy, powinniśmy szczerze sprawdzić, jakie są rzeczywiste intencje (powody) naszego uczucia. Jeśli uświadomimy sobie, że kochamy partnera tylko dlatego, że jest atrakcyjny, troskliwy, piękny, bogaty, wdzięczny, mądry, interesujący, przyjemny, uczynny, dyspozycyjny, hojny lub że nas podziwia, świadczy to o egoistycznym podejściu do niego i że nasza miłość jest iluzją (nie ma aspektu duchowego). Oczywistą rzeczą jest, że na samym początku, powody te mogą sprzyjać naszemu wzajemnemu poznaniu – to normalne. Ale kiedy znajomość przeradza się w przyjaźń lub miłość, u człowieka kierującego się sercem wytwarza się głębsza więź, która daleko wykracza poza te powody. Ta więź to szczerość, wzajemne zaufanie, szacunek, a także pamięć o tym, co przeżyliśmy razem z partnerem, co nas ukonstytuowało, co stanowi zapis historii naszego życia i wyjaśnia, dlaczego jesteśmy takimi, jakimi jesteśmy. Takie zapisy, to skarb naszej duszy. To wszystko, co nam zostanie, kiedy stracimy ciało (umrzemy). Można powiedzieć, że to nasz największy skarb, którego nikt i nic nie zdoła nam odebrać, i który możemy wykorzystać w następnym wcieleniu.

Wiele osób żyje jednak w iluzji miłości. Wtedy ten ich skarb nie istnieje, też jest iluzją, bo w przypadku odejścia (zdrady) partnera, nagle znika rzekoma wzajemna miłość, przyjaźń czy przywiązanie. Aby to dobrze zrozumieć, wystarczy wziąć kartkę papieru i napisać: Kocham moje dziecko/moich rodziców/mojego przyjaciela/mojego współmałżonka dlatego, że… i wypisać powody niezwiązane z zaletami tej osoby, powody, które pozostaną prawdziwe nawet, jeśli ta osoba się zmieni i od nas odejdzie...

Zapisy te mogą wyglądać następująco:

Kocham mojego partnera ponieważ pomógł mi zrozumieć bardzo dla mnie ważną rzecz dotyczącą...

Kocham moje dziecko ponieważ przebaczyło mi tego dnia, kiedy nikt inny nie chciał mi przebaczyć…

Kocham mojego przyjaciela ponieważ był jedyną osobą, która wyciągnęła do mnie rękę w tym trudnym momencie i bez niego byłbym dzisiaj nikim…

Kocham mojego męża ponieważ dzięki niemu odkryłam pasję, która nadała sens mojemu życiu…

Kocham Monikę ponieważ mamy i wspólnie wychowaliśmy nasze dziecko, które jest największym cudem jaki nam się przydarzył.

Kocham Andrzeja ponieważ bez niego nie mogłabym nigdy uwolnić się od tego nałogu.

Jeśli podejdziemy do tego ćwiczenia uczciwie, to oczywistym wnioskiem, który sam przyjdzie nam do głowy, będzie: I w związku z tym, nawet jeśli odejdzie ode mnie, nigdy, przenigdy nie przestanę go kochać, bo gdybym przestała, nigdy więcej nie mogłabym być szczęśliwa i żyć w zgodzie z własnym sumieniem...

 

Na koniec trochę o prawdziwej miłości

Prawdziwa miłość jest bezinteresowna. Kochamy kogoś jedynie (a może aż) dlatego, że istnieje. Gdy to odczujemy i zrozumiemy, wyzwolimy się ze sztywnych ograniczeń naszego umysłu i poprzez otwarcie serca zaczniemy się starać, by nasze uczucie było spontaniczne i bezinteresowne. Przestaniemy ustanawiać sztuczne wymagania, które rzekomo mają dać nam szczęście.

Dzięki rozwojowi duchowemu odczujemy, że miłość jest prosta, niewinna i odkrywcza, przepełniona pragnieniem wzrostu własnego, jak i ludzi wokół. Aby w nas nie zgasła, musimy być gotowi na prawdę i nie bać się szlachetnego sprzeciwu wobec wszelkich przejawów jej ograniczania. Kochaną osobę powinniśmy obdarzyć całkowitą wolnością i zaufaniem. W trakcie rozwoju duchowego pracujmy nad sobą, by nie ulegać emocji zazdrości, z powodu tego, że bliska nam osoba czerpie radość także z kontaktów z innymi ludźmi. Gdy będziemy od partnera żądali wyłączności, która tak naprawdę wynika z naszego egoizmu i lęku, to nawet jeśli ją uzyskamy, to jedynie za cenę utraty miłości.

                                                                                                                                                                                          opracował Tadeusz

 

 

Wszystkie prawa zastrzeżone.Strona wykonana przez Strony WWW - doneta.pl