Listy

Pewnego dnia przyszedł do mnie e-mail z prośbą o pomoc. Jego autorem jest Łukasz, nasz sympatyk, który choć nie uczestniczył w warsztatach Zbyszka Popko, zapoznał się z publikacjami na stronie www.popklo.pl oraz obejrzał większość filmów z wide­oblogu. Najważniejsze jest jednak to, że Łukasz postanowił być szczęśliwy i rozpoczął trudną walkę o samego siebie.

(…) Nie wiem co się ostatnimi czasy ze mną dzieje… Na­prawdę nie wiem… Walczyłem, starałem się, naprawdę mi zależało… Chciałem uszczęśliwić Tę Sylwię, małą, malut­ką Sylwię, o której to Panu wspominałem… Nie raz po­nosiło mnie, denerwowałem się, ale opiekowałem się nią… Byłem w każdej chwili dla niej pomocną dłonią, oparciem pewnego rodzaju… Hm, bynajmniej z mojej strony tak to wyglądało… Tak bardzo chciałem być szczęśliwy… Tak bar­dzo chcę… Czy to coś złego? Chciejstwo? Byłem taki szczery, prawdziwy, starałem się, naprawdę się starałem… Co mam w zamian?... Kupę kłamstw. Czuje się strasznie. Jakbym był jej zabawką. Nie wiem, strasznie mi źle, ale nie niena­widzę jej, wręcz przeciwnie. Bardzo ją kocham. Dlaczego ona mnie okłamywała? Dlaczego oszukiwała? Za co? Co źle robiłem? Czy znieprawiłem się? Taki jestem zły? Dlaczego cierpię? Dlaczego mi tak źle? Nie mogę zasnąć, płacze całe dnie i noce. Tęsknię ogromnie. Wróciła do swojego byłego, który wiem, że ją krzywdził. Robił jej tzw. „wodę z mózgu”. Taki byłem zły dla niej, że wybrała jego? Czy dlatego, że znała go dłużej, bo była z nim w związku przez ok. 5 lat? Nie winię jej. Mam jednak jakiegoś rodzaju żal, sam nie wiem co to - po prostu jest mi smutno i strasznie przykro, że za szczerość odpłacała mi kłamstwami. Rozumiem dosko­nale to, że jest wolnym człowiekiem i jeżeli chce odejść, to rzecz jasna w każdej chwili może. Ale co? Przykład: o godz. 15 mówi że kocha i że jestem dla niej kimś bardzo ważnym, jestem jej światełkiem w tunelu, iskierką, nadzieją na lepsze życie, a już o 15.30 nie istnieję dla niej… Nie życzę jej źle. Chciałbym, aby była szczęśliwa. Kocham ją. Kocham bardzo. Przy niej odcinałem się od rzeczywi­stości. Nic dla mnie nie istniało, tylko ta wspólna chwila. Mogliśmy się bawić, przytulać, całować, śmiać, wygłupiać. Nagle bum i tego nie ma. Nagle wstaję i nie ma już SMS­-a na dzień dobry od ukochanej osoby. Nie ma w słuchaw­ce ukochanego głosu. Niczego nie ma. Chciałem jej pomóc, sprawić, by każda chwila była cudowna dla niej. Tak razem z nią cierpiałem, gdy płakała nad swoim losem... Tak było mi źle, jak by to było przeze mnie. Broniłem jej. Zrobiłem z siebie marionetkę. Dlaczego tak się stało? Dlaczego? Co na to wpłynęło, czy ja coś źle zrobiłem? Tak mi źle - jestem tutaj i nie mam możliwości przyjść do Pana. Jakby tego było mało, dziś dostałem telefon, że osoba, z którą zawsze mo­głem porozmawiać, mój przyjaciel, popełnił samobójstwo. Opowiadałem Panu o nim. Nie wytrzymał. Odszedł. W mo­mencie, w którym go tak potrzebuję. W przeciągu paru godzin straciłem 2 ukochane osoby. To jest straszny ból. Nie radzę sobie, nie potrafię wziąć się w garść. Nie wiem, co mam robić. Nie mam ochoty żyć, naprawdę. Tak mi źle. Tak boję się ludzi. Tylko Panu ufam w pełni. Nie wiem, kto jest dla mnie dobry, a kto nie. Kto tylko udaje, a kto za­wsze mi pomoże. Lubię pomagać, nie potrafię przejść obok cierpienia obojętnie. Co za to dostaje? Co się ze mną dzie­je? Proszę o jakąkolwiek poradę, pomoc. Jeżeli jest jakaś nadzieja dla mnie, to tylko Pan… Bardzo proszę o pomoc, o cokolwiek. Gorąca Pana pozdrawiam. Łukasz R.

 

Drogi Przyjacielu! Bardzo wzruszył mnie Twój e-mail i bardzo Ci współ­czuję... Zadziałaliśmy razem z Dianą na Ciebie oraz Sylwię i wkrótce poczujesz się lepiej, a po tygodniu wszystko wróci u Cie­bie do normy. Na początek, zanim udzielę Ci indywidualnych wyja­śnień, przeczytaj proszę słowa Zbyszka, które są wska­zówką i odpowiedzią na wiele pytań, dręczących Ciebie oraz innych…

"Nie oceniaj ludzi za to, że są słabi. Nie oceniaj siebie za to, że nie jesteś doskonały. Gdyby wszystko było doskonałe, nie byłoby wśród ludzi bólu i cierpienia. A skoro to się poja­wiło, to może było potrzebne do tego, by człowiek postrzegł, jak cennym jest dobro i Światło, i jak potrzebnym jest ich utrzymanie. Gdyby płonęło wszędzie, nawet tam, gdzie nie wyrżnęła się doskonałość, nikt nie odczułby potrzeby wzbu­dzania Światła w sobie i podążania ku Niebu. Ujrzałby bo­wiem, że jest w raju i niczego zmieniać nie musi. Ten, kto doznał bólu i cierpienia oraz odrzucił je na rzecz Światła w sobie, ten nie spocznie, dopóki nie zapłoną ludzkie serca, i dopóki świat nie wróci do Macierzy. I tylko taki człowiek zawsze będzie starał się być w Prawdzie, w Bogu i w ducho­wych przestrzeniach innych ludzi. Duchowe przestrzenie są magnesem potężniejszym od miłości i namiętności, będą­cymi podstawą wibracyjnego wyrażania jedności z drugim człowiekiem. Przestrzeń duchowa jest jak opium dla sko­łatanej duszy, jest wytchnieniem dla pracującego nad sobą człowieka. Gdy w niej odnajdziesz swój dom, odnajdziesz i źródło swej indywidualnej siły, która dla dobra ciebie i ca­łości, powstała w zamyśle Ojca. Idź do Domu swego i się odrodź, a czyn twój zabłyśnie na firmamencie nieba, na chwałę Boskiego imienia."

Pamiętaj Łukaszu, nie wolno Ci uzależniać się od drugie­go człowieka, nawet gdyby był on uczciwy i dobry…To Ty masz być dla siebie mistrzem, mistrzem własnego życia. Z Twoim otwartym sercem i pragnieniem wspierania in­nych, możesz szybko stać się rycerzem Światła. A taki ry­cerz ma moc oraz wsparcie Góry i nie potrzebuje pomocy drugiego człowieka do tego, by radzić sobie w życiu i być szczęśliwym. Drugi człowiek jest mu potrzebny jedynie do współtworzenia i bycia w radości. Oznacza to, że nie ma wobec niego żadnych oczekiwań, a jego miłość jest praw­dziwa, czysta i bezinteresowna. Choć piszesz, że kochasz Sylwię i starasz się jej pomagać, cały czas masz wobec niej wiele oczekiwań, które mają swo­je źródło w niezaspokojonych potrzebach… Aby uzyskać wewnętrzny spokój, powinieneś się ich pozbyć, na rzecz doznań i odczuć duchowych. Twoja ukochana pogubiła się w życiu i na dodatek nie zamierza się do tego przyznać i tego naprawić. A przecież to odrzucenie iluzji na rzecz prawdy i przyznanie się do własnych błędów, jest pierwszym kro­kiem do zmiany siebie oraz własnego losu na lepsze. Z kolei Ty, zamiast odciąć się od relacji z partnerką, sta­rasz się ingerować na siłę w jej życie, czyli podpinasz się pod jej problemy i wchodzisz z nią w niszczące relacje. Pa­miętaj, zagubionemu człowiekowi możesz służyć jedynie radą (podpowiedzią) i to tylko wtedy, gdy poprosi Cię o po­moc… Czasami bardzo trudno jest nam pogodzić się ze złymi wyborami partnera, szczególnie jak jesteśmy z nim związani emocjonalnie. Pamiętaj jednak o tym, że każdy z nas ma wolną wolę – największy dar jaki otrzymał od Boga, dlatego ma prawo popełniać błędy. Ty również masz wolną wolę i wykorzystaj ją do zmiany własnego życia, a nie do ingerowania w życie innych. Jeśli pragniesz zmieniać na lepsze innych, zacznij od zmiany samego siebie…

P. S.

Usiądź w ciszy, tam gdzie nikt nie będzie przeszkadzał. Rozluźnij się i pomyśl o jakiejś wznio­słej chwili z własnego życia: o pełnym harmonii kontakcie z pięknem natury, o zachwycie, gdy mocno czułeś, że wszechświat jest ogromny i niewyobrażalnie piękny, lub o jakimś doświad­czeniu miłości z innym człowiekiem, które wyniosło cię wysoko, aż do nieba. Pomyśl o czymś wzniosłym, czystym, pięknym, poruszającym. Gdy już dobrze wczujesz się w to wspomnienie, przestań o nim myśleć. Wycisz umysł i wy­kasuj ewentualne emocje... Trwaj w tym stanie, obdarty z naleciałości związanych z życiem – „nago”, w wewnętrznej czystości i wtedy zwróć się zwyczajnie do własnego Opiekuna, Ducha czy Jezusa – poproś o kontakt. Po prostu zadaj pytanie i czekaj w ciszy na odpowiedź. Powoli napłynie fala energii, niosąca zrozumienie – przekaz podszyty uniwersalną miłością...

                                                                                                                                                     Tadeusz

 

 

Wszystkie prawa zastrzeżone.Strona wykonana przez Strony WWW - doneta.pl